# 36
Nie pisałem ostatnio bowiem... nie miałem czasu...
Całkowicie pochłonięty nowym (starym) przedsięwzięciem, spędzam godziny na reaktywowaniu
Panteon.one.pl.
Nie wiem jeszcze czy aktualny wygląd pierwszej strony jaki prezentuję będzie finalnym, ale tak mnie jakoś naszło...
Ma to być system informacyjny znacznie przewyższający możliwościami i zawartością swojego poprzednika (nieżyjącego już od kilku lat). Premierę przewiduję na październik, najpóźniej na koniec roku...
Problemem nie jest stworzenie samego systemu zarządzania treścią, a późniejsze tworzenie treści na potrzeby istniejącego już serwisu... Z tym miałem problemy wcześniej i obawiam się, że także teraz mogą się one powtórzyć.
System skupia się na sposobie prezentacji wiadomości ze względu na ich usytuowanie na stronie, podziału na kategorie tematyczne. Nad wszystkim czuwa odpowiednia ekipa (roboczo zwana przeze mnie redakcją).
Zwykły autor piszący dla serwisu nie ma wpływu na to, czy wiadomość zostanie opublikowana, od tego są wyżsi rangą.
To tyle...
Praca czeka, czas ucieka...
P. S.
Planuję przenieść się w inne miejsce z tym blogiem, tu koniec już nastąpił czas temu jakiś, dzisiaj oficjalne pomachanie łapskiem... i tyle z mej strony...
mauvais
2007-07-12 22:07:20
# 35
I to by było na tyle...
Pomału zaczynam pakować swoje rzeczy, które muszę upchać w walizce, do plecaka wcisnąć aparat i kilka płyt, pozabierać wszystko co moje i... czekać na środę. Właśnie tego dnia chcę wrócić, miałem zostać z dziesięć dni dłużej, ale... po wczorajszej sytuacji jaka miała miejsce chcę stąd wyjechać jak najszybciej...
Nie ma co tu siedzieć, bo lepiej nie będzie, a już tylko gorzej być może...
I chociaż w Polsce uznano Tinky Winky za pedała, to jest to przejaw bardzo zbliżony do poziomu intelektualnego Anglików. Jednak jest to nasza głupota rodzima, a nie jakaś obca. Kompletnie na porządku dziennym jest tutaj przebieranie się w weekendy, za co tylko możliwe. Ostatnio facet przebrany był za krowę z wymionami na brzuchu i łaził tak po ulicy. Drugi założył damskie ciuszki, w dodatku kilka numerów za małe, kałdun mu wystawał nabrzmiały od wychlanego piwa i też popierdalał tak z tą krową. To tutaj norma. Podobnie jak spryskanie się po całości dezodorantem w autobusie, a później zapalenie papierosa... Oczywiście chuj z zakazem palenia, bo i kto by się tym tutaj przejmował...
Koniec końców zbliża się już...
* * * KONIEC * * *
Z ostatniej chwili...
Dupa blada...
Jak już wrócę, to nie wcześniej niż 12 czerwca... Chcąc nie chcąc muszę tu tkwić tydzień dłużej niż zamierzałem, ale... i tak krócej niż pierwotnie zakładałem...
mauvais
2007-06-03 12:24:05
mauvais
2007-05-28 02:06:57
mauvais
2007-05-26 00:32:23
# 32
Gdyby można było cofnąć czas...
Ale nie można...
Dlatego zamiast gdybać o tym, co by mogło być, a nie jest, zastanawiam się nad tym, co być może, i co chcę aby było - i to jak najszybciej...
Jutro otwieram konto w banku. Nie robiłbym tego, zważywszy, że zamierzam wrócić szybciej niż sądziłem, ale... muszę, gdyż inaczej za przepracowany okres nie dostanę żadnych pieniędzy. Niestety w tym powalonym kraju nie wypłacą należności do ręki... No ale chuj...
Dostanę gówniane pieniądze za pierwszy tydzień pracy, z którego dwa dni przypadły na szkolenie, w dodatku znaczną część należnych mi pieniędzy przejmie ichni fiskus. Jak dostanę z osiemdziesiąt funtów, to będzie dobrze. W dodatku te pieniądze i tak pójdą pewnie na wstępne opłaty, których (jak mniemam) uzbiera się ze 200 funtów (wliczając w to bilety autobusowe). Tak więc dwa tygodnie pracować będę aby opłacić wszystko tutaj, a przez kolejne dwa tygodnie MUSZĘ (chociaż wcale nie chcę) zasuwać na to, by mieć na opłaty w Polsce i... na bilet powrotny.
Wciąż zastanawiam się czy wracać przez Kraków z Liverpoolu (bilet w granicach 40 funtów + bilet na pociąg i cała masa drogi do przebycia: autobusem na dworzec autokarowy w Manchesterze, później autokarem do Liverpoolu, następnie samolotem do Krakowa, a tam albo pociąg, albo autobus na Dworzec Główny, pociąg do Warszawy i znowu z Centralnego do domu autobusem - istna wędrówka luda), czy też wrócić bezpośrednio z Manchesteru do Warszawy za ponad dwa razy droższy bilet (w granicach 100 funtów), wtedy moja podróż ograniczyłaby się do: pobudka 2. w nocy (pewnie nie kładłbym się spać), 3:14 autobus na lotnisko w Manchesterze, odlot o szóstej z minutami i lądowanie około godziny 9:25 na Okęciu, stamtąd dwoma autobusami do domu i... spać...
Wszyscy dziwią mi się, że przyjechałem tutaj mając takie zarobki w Polsce. Każdy z kim rozmawiam, mówi, że powinienem się pakować i wracać, że tu się zamęczę a gówno zarobię. Nie mówią tego ludzie, dla których stanowię konkurencję, mówią to ci, którzy siedzą tu już kilka lat, i albo zamierzają wrócić za kilka tygodni do Polski, albo rozważają powrót w przeciągu miesiąca...
Ciekawe, że będąc w Polsce, słyszałem głosy przeciwne - jedź, zarobisz dużo kasy, a i robota nie jest zła. Doprawdy? Heh...
Pracuję tydzień czasu, a jestem wrakiem człowieka. Przede mną jeszcze (w najlepszym wypadku 2-3 tygodnie), nie wiem tylko jak je przetrwam, gdyż psychicznie i fizycznie jestem kompletnie rozbity...
W dodatku jak policzyłem moje zarobki tam, a tu... wyszło, że za ten pierwszy miesiąc nie będą się za bardzo różniły. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy było warto, brzmi:
- Nie. Nie było kurwa warto...
Ale człowiek, to taka głupia istota, która musi uczyć się na własnych błędach. Ja się nauczyłem. Nauczyłem się przez ostatnie lata kilkakrotnie tego, by nie ufać tym, którym wydaje nam się, że ufać powinniśmy.
Ale ja zawsze byłem naiwny, a teraz przyszło mi za to płacić...
Problem w tym, że jest to cena za wysoka... Miesiąc wyrwany z mojego życia - bezpowrotnie.
Przepłaciłem. I to dużo za dużo...
mauvais
2007-05-25 00:25:10
# 31
Wiem jedno - mam dość...
Niby pięknie i cudownie, ale nie warto tak zapierdalać w tak chujowych godzinach (10:30-19 lub 12-20:30 czyli cały dzień zjebany dodając godzinną podróż autobusem w jedną stronę i godzinę w drugą...) za tak chujowe pieniądze...
Mogłem siedzieć na dupie w Polsce i dorabiać na boku - na jedno by mi wyszło, a przynajmniej byłbym z J., a tak... siedzę ze dwa tysiące kilometrów od niej, zapierdzielam cały dzień, nie mając możliwości poszukania innej (lepszej, ciekawszej, lepiej płatnej*) pracy, wstaję niewyspany, wracam ledwo żywy, myć się i spać, bo rano kurwa znowu pobudka, kompletnie zero życia prywatnego; nawet jakbym chciał coś załatwić czy kupić konkretnego muszę czekać na jeden dzień wolny w tygodniu, nawet znalezienie innej pracy jest już problemem - nie mam kurwa kiedy...
I chuj bombki strzelił, nie jest tak jak zapewniano mnie w opowieściach, jak tu cudownie i lekko się pracuje, że właściwie to nie ma co robić, a kasa tylko się zbiera na koncie...
Prawda jest taka, że cholerną część pochłoną mi opłaty za wynajęcie mieszkania, secundo - za jakiś miesiąc będę musiał radzić sobie sam, bo D. i K. jadą do Polski, a ja zostanę z dwójką Słowaków i Chińczykiem, zakładając, że Yung będzie wtedy z nami pracował, bo jak nie... to będę miał przejebane... Dlatego wpadłem na szatański plan - szukam innej pracy...
Gdziekolwiek.
Cała Polska, Manchester - wszystko mi jedno.
Czekam z utęsknieniem na poniedziałek, chcąc wiedzieć, czy odezwą się do mnie z firm z Wrocławia i Opola. Jeśli nie - szukam dalej... Daję sobie dwa tygodnie na znalezienie jakiejś tutaj, jeśli do tego czasu nic nie wyjdzie - wracam do Polski i szukam na miejscu...
W chuja nie dam się robić nikomu, ani Polakom, ani Anglikowi, ani tym bardziej Słowakom...
Ciao...
* niepotrzebne skreślić, lub zostawić wszystko...
mauvais
2007-05-20 23:47:22